„Jestem kleszczem... zwykłym leszczem!”. Jak chronić się przed tymi pajęczakami?

+5
2017-05-30

Uffff! Ależ upał! Słońce smaży dziś niemiłosiernie – zaraz spali mi odwłoczek! Dobra, nie marudź kleszczu – jak mawia stare pajęcze porzekadło „jest słoneczko, będzie obiad”! Ludzie zaraz wybiegną na spacery, wtedy wkroczę do akcji!
O! O! O! Jest, jest! Mój dzisiejszy obiadek! Ależ apetycznie spocony, czuje go już z kilkunastu metrów! Dzięki ci Hallerze, żeś wynalazł mój organ! Mniam, to pewnie jakiś grubasek; jego tupanie poczułbym nawet bez mojej super-kleszczo mocy. Aż mi źdźbło podskakuje! Musze tylko wejść trochę wyżej! Dobra, było ślisko, ale wlazłem! Ach, cóż za woń spoconego ciałka, będzie uczta! Oj będzie! A teraz bądź cicho kleszczuś… jesteś ninją, jesteś cieniem, jesteś podmuchem grozy. Kurde kleszczuś, wiesz co? Ty normalnie jesteś predatorem! Serio! Mam termowizje i szczękoczułki na ryjku! Na dodatek czaję się niewidzialny w krzakach! Dajcie mi jeszcze działo laserowe, a zrobię porządek w tym lesie! Drżyjcie żuczki gnojarki! Drżyjcie pasikoniki!
Nie no, dobra kleszczu, najwyraźniej za długo siedziałeś na słońcu i za bardzo przypiekło cię w głowicę! Nie pora na to. Czas skupić się na obiadku - jest tuż tuż! Dobra skaczę! Jestem jak tygrys! Lecę, lecę! A niech to 0rh -! Za daleko! Zwiał mi skurczybyk! I znowu muszę wspinać się na ten cholerny krzak! Dziś już szósty raz! Przeklęci ludzie! A niech was wszystkich babeszjoza ściśnie!

***

Aż do momentu pisania tego artykułu żyłem w błędnym przekonaniu jakoby kleszcze spadały nam na głowy z drzew! A guzik prawda! Wchodzenie na drzewo dla stworka o wielkości 2-3 milimetrów byłoby zupełnie nieekonomiczne. W razie chybienia kleszcz na nowo musiałby wspinać się na wysokość przeszło 2 metrów, a to bezsensowny i nadmierny dlań wysiłek. Zatem to mit, iż kleszcz spada z drzewa – one najczęściej wspinają się na trawę bądź krzaki (maksymalnie na wysokość grzbietu potencjalnego żywiciela), gdzie czekają aż ktoś będzie przechodził, wtedy w ułamku sekundy potrafią zaczepić się o sierść psa, ubranie człowieka lub jego skórę. Wniosek? Chodzenie latem w skarpetach do sandałów wcale nie jest takim foux pas jakby się mogło wydawać – toć to po prostu nasza słowiańska samoobrona!

Łagodne zimy spowodowały, że kleszczowy sezon zaczyna się już w marcu i trwa do listopada, z małą przerwą na gorące miesiące letnie. Są dwa szczyty aktywności rocznej: maj-czerwiec i wrzesień-październik. W ciągu dnia szczyt porannej aktywności trwa od pierwszej rosy do południa, a wieczorny od 16 do zmroku. Gdy temperatura spada poniżej 4°C, zapadają w letarg: chowają się w ściółce i przesypiają niekorzystne warunki.
Czyli kleszcza na plaży nie spotkasz – widocznie ten gatunek nie przepada za marynistycznymi klimatami, szantami i sopockim molo. Jeśli już dojdzie do nieprzyjemnego kontaktu 3 stopnia, najpewniej nastąpi to wśród łąk i pól, w lasach i chaszczach – wszędzie tam, gdzie występuje cień. Niebezpieczne są również miejskie parki naszpikowane krzaczorami oraz pogranicze: miejsce, gdzie kończy się las, a zaczyna łąka – tam ryzyko spotkania jest największe.  Kleszcz lubi cieniste acz ciepłe miejsca, wilgoć oraz liście i ściółkę. Nie znosi za to intensywnego słońca, wiatru i suchego środowiska. Nie znaczy to jednak, że my – trekkingowa brać – powinniśmy zaprzestać wędrówek po górach czy lasach na rzecz morza i plaży! Co to, to nie – jeszcze się taki kleszczu nie urodził, co by włóczykija z lasu przegonił. Wasze niedoczekanie przeklęte pajęczaki!
Kleszcz po przeskoku z listka na ciało nosiciela będzie wędrował w poszukiwaniu wilgotnej, ciepłej i miękkiej powierzchni. Ani chybi – właśnie doszedłem do wniosku, że każdy kleszcz to facet! Tylko ciekawe jak one się rozmnażają skoro wszyscy są facetami – chyba jak krasnoludki… za pomocą wyobraźni. Biedaki.


Na atak najbardziej zagrożonepachwiny, pachy, zgięcia łokci, skóra pod kolanami – to ulubione miejsca kleszcza. Skoro znalazłeś go za uchem to nie dlatego, że tam skoczył (kleszcze to nie pchły i nie skaczą) tylko dlatego, że tam zawędrował po skórze lub ubraniu.


Kiedy taki skurczybyk znajdzie odpowiednio cienką skórę, uchwyci ją w swe lepkie łapki, znieczuli śliną i nakłuje. A skoro skóra jest znieczulona, to nic nie poczujesz. Potem umieszczą weń swój ryjek i wstrzykną kolejna porcję śliny, co by zastygła wokół ryjka i umocowała go w skórze cementowym futeralikiem. Dlatego tak ważne jest, aby zlokalizować pajęczego delikwenta jak najprędzej.
Czas i prędkość działania chroni nas przed zakażeniem np. krętkami boreliozy. Krętki te znajdują się w jelitach kleszcza. Zaraz po wbiciu się kleszcz nam ich nie wstrzykuje gdyż krętki przebywają w uśpieniu. Pierwsza porcja krwi dostająca się do jelit pajęczaka budzi krętki, które aktywnie przewiercają się do ślinianek, skąd są wstrzykiwane pod skórę żywiciela wraz ze śliną. Następuje to po kilkunastu godzinach. Kleszcz żeruje naprzemiennie z pluciem – jego ślina nie dopuszcza do krzepnięcia krwi (zawiera antykoagulanty), znieczula nas przez całe żerowanie. Im dłużej kleszcz żeruje, tym okresy plucia są dłuższe, a picia – krótsze. Tym samym rośnie prawdopodobieństwo wstrzyknięcia nam bakterii boreliozy czy innych chorób (anaplazmozy lub babeszjozy). Jeżeli będziemy kleszcza wykręcać, wyciskać, przypalać czy właśnie źle go chwycimy, możemy sprawić, że zadziała on jak strzykawka z zarazkami.


Gdy dojdzie do wgryzienia pamiętajmy, aby kleszcza chwycić np. pęsetą, tuż przy skórze, i zdecydowanym ruchem wyciągnąć ku górze. Można też użyć specjalnej kleszczkarty lub pompki, które są do nabycia w aptekach. Jeśli chcemy użyć palców, to przypominam o użyciu rękawiczek (ew. woreczka, żeby przy ewentualnym uszkodzeniu odwłoku nie mieć kontaktu z wnętrznościami). Potem obowiązkowo dezynfekujemy miejsce żerowania spirytusem. Tylko pamiętajcie mości panowie – dezynfekcja zewnętrzna, nie wewnętrzna! Spirytusu nie pijemy, a polewamy nim rankę! Na pewno nie smarujemy kleszcza benzyną czy tłuszczem, nie przypalamy go i nie wykręcamy.


Jak głosi pewna miejska legenda za górami i lasami istnieje kraina, gdzie podobno preparaty odstraszające kleszcze – a nieszkodliwe dla ludzi i zwierząt – są skuteczne! Obiecuje, że następnym razem, gdy spotkam jakiegoś miłego i rozgadanego kleszcza, zapytam ów dżentelmena, co na niego działa najbardziej. Jedno jest pewne – głodnemu kleszczowi żaden preparat niestraszny!
Sportowcy często korzystają podczas treningu z różnorakich maści rozgrzewających, te zaś często w swoim składzie mają olejek eukaliptusowy, rozmarynowy, balsam peruwiański i kamforę, które skutecznie odstraszają kleszcze. Pod wpływem ciepła zapach olejków jest jeszcze bardziej intensywny, co skutecznie zniechęca kleszcze do ukłucia. Jeśli wracacie z wycieczki rowerowej, a napotkacie stację benzynową ze sprawną sprężarką – skorzystajcie! Może uda Wam się silnym strumieniem wiatru zrzucić z siebie jakiegoś niewidzialnego gościa.

 

Niektóre mądre głowy przekonują, jakoby witamina B zmieniała skład naszego potu, co w następstwie miałoby odstraszać kleszcze. Dobrym źródłem witaminy B jest chociażby piwo, chociaż  osobiście uważam, iż lepiej zakupić suplement diety z gatunku „B complex” aniżeli powiększać mięsień piwny i wmawiać sobie, że w ten sposób chronimy się przed kleszczami. Ostatnio widziałem ciekawy filmik, na którym kobieta potraktowała wgryzionego w jej skórę kleszcza olejkiem z mięty pieprzowej. Wierzcie lub nie, ale ten pasażer na gapę sam wystawił łepek z dziurki! Sprawdziłem szybko w necie i okazało się, że leśne wampirki nie lubią ładnych zapachów. Szczególnie nie przepadają za wonią goździków, tymianku, trawy cytrynowej oraz wspomnianej już mięty pieprzowej. Ale UWAGA – wody toaletowe oraz pachnące kosmetyki to wabik na kleszcze… i nie tylko na nie – bo jak tu nie obejrzeć się za taką wypachnioną miejską gazelą w obcisłej lajkrze?


Wniosek? Zawsze noście w kieszeni olejek z mięty pieprzowej, zaś przed wyjściem nasmarujcie nim ciało w najbardziej narażonych miejscach – szyja i kark, uszy i łydki oraz przedramiona, zaś w trakcie spaceru wcinajcie na potęgę miętówki, po czym każdego namierzonego na skórze kleszcza traktujcie lodowym oddechem niczym Killer Frost traktowała komiksowego Flasha. No dobra to ostatnie z miętówkami zmyśliłem. Wszak każdy głupi wie, że Killer Forst nie ma lodowego oddechu. to domena Icemana z X-menów!


Można te sztuczkę z oddechem wykonać również w naszej „Słowiańskiej” wersji, przy czym ów metodę polecam głównie grzybiarzom; wystarczy najeść się czosnku – takiż chuch działa nie tyleż na wampirki, co raczej odstrasza kleszcze. Słucham? Nie wiedzieliście, że grzybiarstwo to sport? Przecież każdy przeciętny grzybiarz podczas jednej godziny grzybobrania robi więcej skłonów niż przeciętny crossfitowiec podczas całego treningu! A już tak bardziej serio – czosnek faktycznie działa odstraszająco na kleszcze, toteż po jego spożyciu, nasz pot może stanowić niezłą barierę ochronną przed różnorakimi insektami.


Aby uchronić się przed kleszczową szarżą zakładaj na rower, wybiegi, spacer lub wycieczkę pełne buty, długie spodnie i zakrywaj ramiona. Tak, wiem. Łatwiej napisać niż zrobić, szczególnie, gdy termometr wskazuje 1700 stopni Celsjusza w cieniu. Ubieraj się wtenczas na biało. Wprawdzie kleszczowi jest obojętne czy jesteś modnie ubrany, ale na jasnej odzieży łatwiej dostrzeżesz wędrującego pasożyta. Poza tym biały odbija promienie słoneczne i w takim ubraniu jest nam ociupinkę chłodniej. Podobno kleszcze gorzej łapią się tkanin sztucznych i śliskich typu „Gore-tex”. Ale i tu nie ma reguły i nie jest to udowodnione w 100%.
Jako że wielu z Nas nie wyobraża sobie spacerów, trekkingu tudzież biegania bez swojego czworonożnego milusińskiego, winniśmy zadbać również o jego bezpieczeństwo. Stosujemy zalecane przez specjalistów chemiczne środki ochrony, zaś po każdej wędrówce dokładnie kudłacza oglądamy. Pod paszkami, okolice ud i podbrzusza, uszy i okolice pyska.


Z własnego doświadczenia mogę śmiało polecić obroże przeciwpchelne i przeciwkleszczowe firmy, która ma w nazwie angielską nazwę lasu – jest droga, ale jakość zazwyczaj kosztuje. To naprawdę działa! Mam znajomego psa… tzn. policjanta, który ma boksera, a każdy, kto miał do czynienia z bokserami, wie jak żywiołowe są te futrzaki. On też od niedawna stosuje wspomniane wyżej obroże i zdążył już zapomnieć o kleszczowym zagrożeniu, podczas gdy wcześniej ciągle musiał swej ulubienicy wyrywać kleszcze z futerka.

Daj nam znać, czy artykuł Ci się spodobał
+5
Jeśli tak, pokaż go swoim znajomym!

WRÓĆ

SPRAWDŹ W NASZYM SKLEPIE